Aktualności

Piotrkowska w stronę Grand Hotelu jak wymieciona czyli Łódź rewolucji

W sobotę 25 sierpnia o godz.15 rusza kolejna wycieczka z cyklu „Łódź od drugiego wejrzenia”. Hasłem przewodnim będzie „Piotrkowska w stronę Grand Hotelu jak wymieciona czyli Łódź rewolucji1905 roku”. Spacer rozpoczynamy na Piotrkowskiej 87, przy Centrum Informacji Turystycznej. To z balkonu położonej naprzeciwko kamienicy młody Julek Tuwim oglądał barykadę przy Grand Hotelu. Podczas spaceru przekonamy się jak ten obrazek uwiecznił w swojej poezji.

Na trasie znajdą się miejsca, gdzie stały barykady i toczyły się najcięższe walki. Pojawi się także smutna pamiątka która pozostała z tamtych czasów, czyli więzienie gdzie przetrzymywano schwytanych rewolucjonistów. Podczas spaceru wyjaśnimy czy w 1905 roku protestowali tylko robotnicy fabryczni. Jakie były przyczyny i skutki rewolucji, co to był lokaut zorganizowany przez właścicieli fabryk i w jakich okolicznościach zginął Juliusz Kunitzer.

Organizatorem spaceru jest Centrum Inicjatyw na rzecz Rozwoju „Regio”. Cykl „Łódź od drugiego wejrzenia” odbywa się przy wsparciu finansowym Urzędu Miasta Łodzi.

 

Dodaj link do ulubionych.

2 Komentarze

  1. Małgorzata
    Opublikowano 30 sierpnia 2012 o 11:52 | Link

    Szanowni Państwo,

    z przyjemnością uczestniczę w wycieczkach po Łodzi organizowanych przez Państwa, ale po ostatniej czuję niedosyt i to tak duży, że ośmielam się w tej sprawie napisać.

    uważam, że informacje przekazywane przez pana Macieja Kronenberga były niepełne, a nawet tendencyjne.

    Po pierwsze: mocno lekceważące określenie duchowieństwa jako „kler” i w dodatku odsądzenie polskich księży i zakonników od patriotyzmu, posądzanie o podjudzanie do morderstw i bratobójstwa. Tylko takie przykłady były podane jako działania księży tego okresu. Nie wierzę, że nie można podać przykładu księży polskich patriotów, wspogających robotników w ich słusznej walce o byt, ale jak nieraz się w historii Polski zdarzyło (np.w PRL), również o inne wartości np. naukę w języku polskim.

    Po drugie: usłyszeliśmy, że inteligencji w Łodzi nie było a te śladowe ilości w ogóle nie były zainteresowane m.in. polskimi szkołami. W tym momemncie bardzo się zdenerwowałam, bo właśnie staliśmy przed więzieniem, w którym wielu polskich nauczycieli odbywało swoje „kary” właśnie za walkę o język polski w szkołach. Wymienię Bolesława Wocalewskiego, który zresztą mieszkał prawie na przeciwko tego więzienia na ul. Konstantynowskiej 51 i w swoim mieszkaniu/kamienicy taką szkołę prowadził. Ściśle współpracował z panią Heleną Miklaszewską, która poza tym, że prowadziła szkołę podstawowa i gimnazjum żeńskie przy obecnej Narytowicza to była też zakonnicą bezhabitową.

    Owszem polskiej inteligencji w Łodzi było niewiele ponieważ większość stanowili Niemcy, Rosjanie i Żydzi. Ludność polsko języczna to byli robotnicy, którzy przenieśli się ze wsi do Łodzi. Ich tożsamość narodowa dopiero się budziła.

    Owoce pracy łódzkiej inteligencji bardzo szybko były widoczne: duże oddziały młodzieży (głównie harcerskiej), które wyruszyły na pola bitew I wojny światowej i wojny z Rosją Sowiecką (z tymi oddziałąmi w swój pierwszy bój wyruszył poźniejszy generał Edward Pfiefer „Radwan”). Dzieci pana Wocalewskiego to ogromnie zasłużone osoby dla polskiej oświaty, niepodległości, wychowania i harcerstwa. Jego wnuki, prawnuki i praprawnuki kontunuowali i kontynuują te tradycje traktując jako swóją powinność i obowiązek. Grób wychowanki pani Miklaszewskiej znany jako „grób łączniczki” -Basi Nazdrowiczówny jest na Starym Cmentarzy i wiele lat pełnił rolę symbolu, jej rodzina miała odwagę napisać „zginęła w Powstaniu Warszawskim”, a sama Basia „wychowała” wiele pokoleń łódzkich harcerek.

    To tylko przykłady najbliższe memu sercu (wymienione osoby nie są moją rodziną, ale czuję się ich wychowanką), a jestem pewna, że przy dobrej woli można wymienić wiele innych osób. Przecież nie wzięli się znikąd łodzianie, którzy po odzyskaniu niepodległości byli prezydentami i wojewodami w Łodzi i nauczycielami oczywiście.
    Uzupełnienie dotyczące informacji o dzieciach pana Bolesława Wocalewskiego. Samemu panu Bolesławowi i jego szkole poświęcona była wystawa w Muzemu Edukacji (już dziś nie istniejącego)., był autorem zeszytów do kaligrafii z charakterystycznymi hasłąmi abstynenckimi oraz ksiązek do języka polskiego „Strzecha Rodzinna”. Miałam taki jeden egzemplarz, który ktoś niestety wyniósł z mojego domu, uczyła się z niego moja mama, a i ja i moja siostra też chetnie w dzieciństwie tę książkę czytałyśmy. Anna i bolesłąw Wocalewscy mieli pięcioro dzieci: Annę, Marię, Jadwigę, Zofię i Jana. Anna była ciężko chora na serce, więc nie angażowała się w sprawy społeczne poimgała rodzeństwu dbając o dom i o dzieci swoich sióstr przeżyła wszystkich. Janek – harcerz zginął w wypadku tramwajowym, musiał być niesamowitym młodym człowiekiem jeśli koledzy po jego śmierci postanowili wystawić mu pomnik, ale poonieważ były to czasy strasznej biedy (I wojna światowa) to założyli coś w rodzaju kasy zapomogowej jego imienia, wydali znaczki, z których dochód przeznaczony był dla potrzebujących pomocy. Maria byłą jedną z 4 harcmistrzyń Rp, naczelniczką, wiceprzewodniczącą ZHP, pierwszą komendantką łódzkich drużyn harcerek, współzałożycielką ZHP, cenionym urzędnikiem Ministerstwa Oświaty i Wyznań (nie pamiętam właściwej nazwy), odznaczona najwyższymi państwowymi odznaczeniami w tym również za walkę o niepodległość. Zginęła wraz z siostrą w Powstaniu Warszawskim. Zofia również Naczelniczka Harcerek, mgr inżynier, organizowała i prowadziła w Łodzi szpitale dla rannych żołnierzy w wojnie z bolszewikami, założycielka szkoły rolniczej dla dziewcząt w Mokoszynie, adoptowała dwie wojenne sieroty i wykształciła je, odznaczona wysokimi odznaczeniami. Maria Wocalewska-Szletyńska Komendantka Łódzkiej Chorągwi Harcerek jej mąż był Komendantem Łódzkiej Chorągwi Harcerzy, obie komendy mieściły się początkowo w domu państwa Wocalewskich . Stefan Szletyński został zamordowany w Katyniu jego brat Jerzy zginął jako sierżant Legionó w I wojnie światowej imiona obu braci noszą aleje w parku przy III LO. Jadwiga zginęła w Powstaniu Warszawskim również odznaczona wieloma medalami. Trójka jej dzieci Jezry Zofia (Rogowska zmarłą w tym roku) i Andrzej walczyli w Powstaniu Warszawskim. Jerzy i Zofia byli też żołnierzami Armii Andersa w brygadzie gen. Maczka. Andrzej i jego żona byli członkami organizacji „Związek Białej tarczy” w tzw II konspiracji i więżniami stalinowskimi. Ich córka i mąż bardzo aktywnymi członkami „Solidarności”. Wnuczka wraz z mężem (obecnym Naczelnikiem Harcerzy ZHR) są bardzo aktywnymi instruktorami harcerskimi. Najmłodszy z synów Jadwigi Staszek został wcielony (za pochodzenie) do specjalnych batalionów żołnierzy górników w Jaworznie, zrujnowano tam jego zdrowie. Adoptowane córki Zofii były wybitnymi, cenionymi i nagradzanymi nauczycielkami.

    Warto o nich pamiętać.

  2. Magdalena
    Opublikowano 15 września 2012 o 11:46 | Link

    Czy będą zdjęcia? :)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać następujących tagów i znaczników HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*
*

Współpracowaliśmy z: